Wieczorne wycofanie
Wieczorne wycofanie
Zdejmuję z siebie warstwy dnia
jak zakurzony płaszcz.
Gwar ulicy ucina się gwałtownie,
zatrzaśnięty w wąskiej szczelinie ramy okiennej.
Teraz świat jest tylko tu:
między czterema ścianami a biciem serca.
Wsuwam się pod chłodną jeszcze pościel,
by przykryć chaos, który przyniósł wiatr.
Mętlik myśli, te wszystkie niedokończone zdania,
chowam głęboko, tam gdzie wzrok nie sięga.
Otwieram książkę – tę jedyną, sprawdzoną.
Palce przesuwają się po szorstkim papierze,
a litery stają się mapą.
Nie szukam w niej przygód,
lecz drogi powrotnej do własnego spokoju.
jak zakurzony płaszcz.
Gwar ulicy ucina się gwałtownie,
zatrzaśnięty w wąskiej szczelinie ramy okiennej.
Teraz świat jest tylko tu:
między czterema ścianami a biciem serca.
Wsuwam się pod chłodną jeszcze pościel,
by przykryć chaos, który przyniósł wiatr.
Mętlik myśli, te wszystkie niedokończone zdania,
chowam głęboko, tam gdzie wzrok nie sięga.
Otwieram książkę – tę jedyną, sprawdzoną.
Palce przesuwają się po szorstkim papierze,
a litery stają się mapą.
Nie szukam w niej przygód,
lecz drogi powrotnej do własnego spokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz