Fala ukojenia
Fala ukojenia
Stoję boso tam, gdzie kończy się ląd,
a zaczyna bezkresny dialog soli z piaskiem.
Nadchodzi fala ukojenia –
nie jako potop, lecz jako chłodny,
błękitny kompres na skronie.
a zaczyna bezkresny dialog soli z piaskiem.
Nadchodzi fala ukojenia –
nie jako potop, lecz jako chłodny,
błękitny kompres na skronie.
Woda zagarnia w siebie splątane żalem włosy,
wyczesuje z nich resztki piasku i dawnej goryczy.
Wiatr, ten niewidzialny rzeźbiarz,
rozpędza pasma spowite dotąd gęstym smutkiem,
aż stają się lekkie, jakby nigdy nie znały grawitacji.
wyczesuje z nich resztki piasku i dawnej goryczy.
Wiatr, ten niewidzialny rzeźbiarz,
rozpędza pasma spowite dotąd gęstym smutkiem,
aż stają się lekkie, jakby nigdy nie znały grawitacji.
Lęk, który pulsował pod powiekami,
traci swój rytm w miarowym szumie przypływu.
Ból, ten ostry, podstępny nerw,
tępieje w uścisku spienionej grzywy.
Cierpienie staje się tylko kruchą muszlą,
którą woda roztrzaskuje o kamień cierpliwości.
traci swój rytm w miarowym szumie przypływu.
Ból, ten ostry, podstępny nerw,
tępieje w uścisku spienionej grzywy.
Cierpienie staje się tylko kruchą muszlą,
którą woda roztrzaskuje o kamień cierpliwości.
Wszystko, co było zbyt ciężkie,
by nieść, teraz unosi się na powierzchni –
rozpacz traci swój ciężar właściwy,
rozpuszcza się, bieleje, niknie.
Spieniona fala zabiera to, co zbyteczne,
zostawiając brzeg czysty,
gotowy na nowy, spokojny ślad stopy.
by nieść, teraz unosi się na powierzchni –
rozpacz traci swój ciężar właściwy,
rozpuszcza się, bieleje, niknie.
Spieniona fala zabiera to, co zbyteczne,
zostawiając brzeg czysty,
gotowy na nowy, spokojny ślad stopy.
W Przewłoce




