Bezszelestnie
Bezszelestnie
To tutaj.
Za krawędzią krzyku,
gdzie czas nie rzeźbi już twarzy.
Znalazłam spokój w samym środku nikogo,
tam, gdzie nic nie ma prawa się zdarzyć.
Najpierw oddałam lęk
– był zbyt ciężki.
Potem kolory, imiona i daty.
Zostałam pusta, biała jak kamień,
wolna od każdej życiowej zapłaty.
Nie pytaj o drogę
– nie znam już kierunków,
stopy same wiedzą, gdzie kończy się ziemia.
Wchodzę w tę mgłę, w to miękkie objęcie,
w bezpieczną przystań czystego milczenia.
Nie jestem już echem
– nie jestem już ciałem,
nie szukam schronienia w kruchym, ludzkim domie.
Śmierć przyszła cicho, usiadła obok,
i ogrzała w swych chłodnych dłoniach moje dłonie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz