Leczniczy przypływ
Leczniczy przypływ
Wchodzę w ten błękit boso,
zostawiając za sobą
głębokie bruzdy w wilgotnym piasku,
które morze natychmiast wypełnia chłodną,
słoną treścią, jakby chciało uleczyć
każdą ranę zadaną lądowi przez moje kroki.
zostawiając za sobą
głębokie bruzdy w wilgotnym piasku,
które morze natychmiast wypełnia chłodną,
słoną treścią, jakby chciało uleczyć
każdą ranę zadaną lądowi przez moje kroki.
Wiatr jest dzisiaj natarczywy i czuły zarazem,
wplata się w pasma włosów
zapachem dalekich sztormów i wodorostów,
szarpiąc ubranie, by przypomnieć mi o wolności,
której nie da się zamknąć w żadnym słowie.
wplata się w pasma włosów
zapachem dalekich sztormów i wodorostów,
szarpiąc ubranie, by przypomnieć mi o wolności,
której nie da się zamknąć w żadnym słowie.
Słońce osiada na ramionach ciężką, złotą mgłą,
przenika przez skórę aż do kości,
topiąc w swoim żarze resztki niepokoju,
podczas gdy każda kolejna fala, obmywająca stopy,
jest jak powolny oddech ogromnego organizmu,
w którym ginie mój własny, mały lęk.
przenika przez skórę aż do kości,
topiąc w swoim żarze resztki niepokoju,
podczas gdy każda kolejna fala, obmywająca stopy,
jest jak powolny oddech ogromnego organizmu,
w którym ginie mój własny, mały lęk.
Kochać tę wodę to godzić się na bycie kruchym,
na znikanie i powracanie w rytmie przypływu,
który nie zna litości, ale daje najgłębsze ukojenie,
zamieniając moją obecność w cichy fragment bezkresu.
na znikanie i powracanie w rytmie przypływu,
który nie zna litości, ale daje najgłębsze ukojenie,
zamieniając moją obecność w cichy fragment bezkresu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz