Awaria
Awaria
Wszystko było ze szkła i neonu
Budowałam piętra z samej tylko wiary
Że grawitacja to błąd w obliczeniach
A ja jestem jedyną, który go przejrzał
Stałam na krawędzi dachu – nie jak samobójca
Ale jak królowa, której zabrakło ziemi pod stopami
Więc postanowiłam przejąć niebo
Jeden krok. Tylko jeden, by udowodnić
Że potrafię oddychać próżnią
I wtedy... światło zgasło!
To nie był lot, to było szarpnięcie smyczy
Nagle poczułam kości, poczułam mięśnie
Poczułam, że mam ciało, które waży tonę
Wiatr przestał mnie nieść, zaczął mnie chłostać,
A wieżowiec obok rósł w górę z nienawiścią
Zostawiając mnie w dole, w ciemnym tunelu pędu
Beton nie negocjuje
Beton nie słucha moich genialnych wierszy
Nie dba o miliony, które miałam zarobić
Ani o miłość, którą chciałem zalać świat
Trzask!
To tylko spotkanie materii z iluzją
Koniec wysokiego napięcia
Leżę płasko, rozlana na zimnej płycie chodnika
A w głowie wciąż jeszcze wiruje ostatnia iskra
Pytając szeptem:
"Jak to możliwe, że przed chwilą...
...widziałam stąd zakrzywienie ziemi?"
Od "M" do "D"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz