Głód Wysokości
Głód Wysokości
Znowu ten szary, lepki spokój
Co karmi duszę chlebem z kurzu
Mam dosyć bezpiecznych, cichych kroków
I nieba, co nie zna smaku burzy
Co karmi duszę chlebem z kurzu
Mam dosyć bezpiecznych, cichych kroków
I nieba, co nie zna smaku burzy
Tęsknię za ogniem pod powieką
Gdy krew zamienia się w prąd gęsty
Gdy staję się wielką, wezbraną rzeką
A świat jest mały i nieistotny
Gdy krew zamienia się w prąd gęsty
Gdy staję się wielką, wezbraną rzeką
A świat jest mały i nieistotny
Chcę znów nie sypiać, bo słońce parzy
Nawet gdy księżyc wyjdzie na wartę
Chcę widzieć wszechświat w każdej twarzy
I stawiać wszystko na jedną kartę
Nawet gdy księżyc wyjdzie na wartę
Chcę widzieć wszechświat w każdej twarzy
I stawiać wszystko na jedną kartę
Oddam ten marazm, ten sen na jawie
Za jeden błysk, co tnie jak brzytwa
By znowu płonąć w boskiej zabawie
Gdzie każda myśl to wygrana bitwa
Za jeden błysk, co tnie jak brzytwa
By znowu płonąć w boskiej zabawie
Gdzie każda myśl to wygrana bitwa
Niech serce pęknie, lecz niech uderzy
O ściany nieba z siłą tytana
Bo tylko wtedy człowiek znów wierzy
Że życie to nektar, a nie szklana ściana
O ściany nieba z siłą tytana
Bo tylko wtedy człowiek znów wierzy
Że życie to nektar, a nie szklana ściana
Na samą krawędź, na szczyt najwyższy
Gdzie tchu brakuje, a wzrok się mąci
Gdy każdy szept jest mi coraz bliższy
A każdy atom w piersiach gorący
Gdzie tchu brakuje, a wzrok się mąci
Gdy każdy szept jest mi coraz bliższy
A każdy atom w piersiach gorący

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz