Świetlisty Architekt
Świetlisty Architekt
Zaspane okna mrużą jeszcze powieki,
Gdy świt różowym rąbkiem niebo kraje.
Słońce, co płynie przez czasu zasieki,
Nowy koloryt ulicom nadaje.
Złotym kluczykiem otwiera bramy,
Wypędza szarość z każdego zaułka.
My – wciąż w pośpiechu, wciąż te same ramy,
Wciąż ta sama, codzienna dwu kółka.
Lecz ono wyżej, ponad pośpiechem,
Rozlewa blask na szklane fasady.
Częstuje miasto jasnym uśmiechem,
Nie szczędząc złota, nie dając rady,
By zatrzymać nas choć na chwilę,
Byśmy spojrzeli w błękitu tonie.
Gdzieś pod dachem, w krótkim azylu,
Wróbel w promieniach swe piórka płonie.
I choć zegarek tętno wyznacza,
A beton pije żar, gdy południe,
Słońce niezmiennie świat nam wybacza,
Czyniąc ten trudny dzień – czymś cudnym.
Zaspane okna mrużą jeszcze powieki,
Gdy świt różowym rąbkiem niebo kraje.
Słońce, co płynie przez czasu zasieki,
Nowy koloryt ulicom nadaje.
Złotym kluczykiem otwiera bramy,
Wypędza szarość z każdego zaułka.
My – wciąż w pośpiechu, wciąż te same ramy,
Wciąż ta sama, codzienna dwu kółka.
Lecz ono wyżej, ponad pośpiechem,
Rozlewa blask na szklane fasady.
Częstuje miasto jasnym uśmiechem,
Nie szczędząc złota, nie dając rady,
By zatrzymać nas choć na chwilę,
Byśmy spojrzeli w błękitu tonie.
Gdzieś pod dachem, w krótkim azylu,
Wróbel w promieniach swe piórka płonie.
I choć zegarek tętno wyznacza,
A beton pije żar, gdy południe,
Słońce niezmiennie świat nam wybacza,
Czyniąc ten trudny dzień – czymś cudnym.
O słońcu, które leniwie wstawało nad miastem 4.03.2026 dzień T 10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz