Brzeg
Brzeg
Stopy zapadają się w miękkość,
która jeszcze przed chwilą była skałą.
To cierpliwość czasu zamieniona w pył,
chłodny i jasny, przyjmujący każdy ciężar.
Wiatr nie pyta o pozwolenie.
Wdziera się między pasma włosów,
rozplata węzły myśli,
zostawiając na rzęsach drobinki soli.
Słońce jest tu dotykiem.
Ciepłą dłonią kładzioną na karku, obietnicą,
że światło może przenikać aż do kości.
A potem nadchodzi woda.
Słona, rytmiczna, nieunikniona.
Obmywa kostki z pyłu dnia,
zabierając ze sobą ślady,
które przestały być potrzebne.
Nie ma w tym tęsknoty, jest tylko obecność.
Bezkres, który nie potrzebuje imienia,
by wypełnić klatkę piersiową czystym, błękitnym oddechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz