×

Gipsowy teatr



Gipsowy teatr

Nałożyłaś mi ją pewnym ruchem
Jakbyś zakładała bandaż na zdrową skórę
Zapomniałaś, że pod spodem pulsuje krew 
A nie wyuczone kwestie z pożółkłych kartek
Ta maska teraz płonie
To nie jest chłód porcelany 
To gorączka konwersji
Która wyżera moje własne rysy
Podstawiając w zamian kogoś, kogo nie znam!
Dysocjacja rozmywa krawędzie świata
Robi ze mnie widza we własnym ciele
Zdejmij to ze mnie!
Czuję, jak parzy mnie każdy fałszywy uśmiech
Każdy gest, który nie należy do mnie
Zabierz lęki!– te czarne, lepkie nitki
Które pociągają za moje dłonie
Oczyść mój umysł! - z huku tej ciszy
Nie chcę już stać w snopie światła
Które oświetla tylko pustkę i kurz na deskach sceny
Moja samotność ma smak metalu i gipsu
Chcę poczuć chropowatość prawdziwego życia
Chcę stać w tłumie, ramię w ramię
Bez tej bariery, która parzy i kłamie. 
Pokaż mi! - wyjście z tego teatru
Zanim maska stanie się jedyną twarzą, którą mam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Sielskagosia , Blogger