×

Premiera bez antraktu



Premiera bez antraktu 

Nie potrzebuję kosmosu, by płonąć.
Wystarczy mi lustro i drugie ciało w progu,
by uruchomić machinę inscenizacji.

Moja wyobraźnia to zachłanny reżyser,
który w szklance wody widzi sztorm,
a w milczeniu – spisek miliona cieni.
Przetwarzam tlen w wysokie tony,
zmieniam zwykły czwartek w premierę,
na którą nikt nie kupił biletu,
a mimo to wszyscy muszą patrzeć.

Każdy gest jest przerysowany grubą kreską,
każda emocja ma jaskrawy kolor,
bo tylko to, co jaskrawe, nie pozwala mi zniknąć.
Gdy wchodzę do pokoju, nie niosę ze sobą ciszy,
niosę zapowiedź dramatu,
w którym każde potknięcie jest upadkiem bogów,
a uśmiech – obietnicą zbawienia.

Mój umysł nie odpoczywa.
On bez przerwy układa światło na mojej twarzy,
szuka najlepszego profilu dla cierpienia
i najgłośniejszego echa dla radości.

Karmię się twoją uwagą,
to jedyne paliwo, które podtrzymuje tę grę.
Bo jeśli spuścisz wzrok,
teatr wyparuje,
zostawiając mnie samą z przerażającym brakiem
scenariusza na bycie zwyczajną.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Sielskagosia , Blogger