×

Wyschnięte morze



Wyschnięte morze

Ciężar obezwładnia moje kroki.
Gdy nie mogę już iść,
moje morze słonych łez wysycha do dna.
Upadłam.

Ból panoszy się we mnie bezczelnie,
zawsze obecny, kradnie moją ciszę.
Wciąż leżę...

Żal przejmuje kontrolę nad moimi myślami,
karmi moje słowa nienawiścią, która paraliżuje.
Nie wstaję...

Ciemność nie czeka już na noc,
przychodzi do mnie w pełnym słońcu dnia,
odsłania moją samotność i skrada resztki spokoju.
Utknęłam.

A jednak w głębi mnie tli się pragnienie zmiany,
chęć rozwarcia tego kokonu utkanego z depresji.
Krzyk więziony w środku chce rozerwać moje gardło,
bym obudziła się wreszcie z koszmaru na jawie.

Lecz moje ciało odmawia posłuszeństwa.
Umieram,
bo łatwiej jest mi po prostu cichnąć pod tym ciężarem.

21.12.2020

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Sielskagosia , Blogger