×

Mój powrót do brzegu



Mój powrót do brzegu

Zaczynam od wydechu. 
Długiego, aż do samego dna płuc, 
gdzie jeszcze tli się resztka mojej burzy.

Pozwalam myślom opadać. 
Jak kurz po wielkim biegu, 
jak liście, które wiatr w końcu zostawił w spokoju. 
Nie muszę ich teraz układać, 
pozwalam im po prostu leżeć.

Mój niepokój traci moc, 
gdy przestaję z nim walczyć. 
Siadam obok niego na podłodze, 
dotykam chłodnego drewna, 
czuję, że ziemia pod empatią moich stóp jest stabilna. 
Ona się nie poruszyła.

Zamiast wariactwa – wybieram ciszę. 
Najpierw niezręczną, szorstką, 
potem miękką jak koc.
Mój porządek nie wróci z krzykiem. 
Zapraszam go cicho, w drobnych rzeczach: 
w szklance ciepłej wody, 
w miarowym biciu mojego serca, 
w świetle, które powoli kroi mój pokój na pół.

Chaos był moim napędem, 
ale to spokój jest moim celem.

Jestem tutaj. 
Bezpieczna. 
Własna.


14.06.2026 
Opadania napędu, zwalnianie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Sielskagosia , Blogger