Jedno jest pewne – nie wiem już jak żyć dalej...
Jedno jest pewne – nie wiem już jak żyć dalej...
Przymusowa operacja kręgosłupa miała być końcem koszmaru i nowym początkiem. Szansą na życie bez paraliżującego bólu. Rzeczywistość po wybudzeniu z narkozy napisała jednak zupełnie inny, mimo iż od razu na drugi dzień stanęłam na nogi, dalszy scenariusz okazał się bardziej skomplikowany.
Walka o sprawność przeniosła się z pleców... prosto do mojej stopy i kolana, rujnując lata ciężkiej pracy ortopedycznej. Największe zaskoczenie przyszło tuż po operacji kręgosłupa. W połowie mojej stopy nie wróciło czucie. Kiedy dotykam skóry, mam wrażenie, jakby należała do kogoś innego. Co gorsza, całkowicie nie czuję dwóch małych palców u stopy. Każdy, kto przeszedł operację neurochirurgiczną, zna ten strach. Lekarze uspokajają, że nerwy regenerują się bardzo powoli, ale życie w codziennej niepewności i czekanie, aż "prąd" wróci do stopy, potwornie wykańcza psychicznie.
Niestabilność niszczy lata operacji (2015 i 2020). Brak pełnego czucia to nie tylko dyskomfort. To potężne zaburzenie biomechaniki. Ponieważ mózg nie otrzymuje prawidłowych sygnałów, moja noga stała się skrajnie niestabilna. Kiedy próbuję chodzić szybciej, po prostu się zataczam i potykam. Ta nowa niestabilność uderza rykoszetem w moją i tak już mocno doświadczoną nogę. Moja historia ortopedyczna to długa droga:2015 rok - pierwsza operacja, 2020 rok - dwie kolejne, niezwykle skomplikowane operacje. Przeszłam przez rekonstrukcję – mam nowe więzadło ATFL, podwiązane więzadło boczne oraz tylne, a także podwiązaną torebkę stawową. Do tego doszedł konflikt przedni oraz wykształcona ostroga. Włożyłam gigantyczną pracę i lata rehabilitacji w to, by ta skomplikowana konstrukcja w ogóle działała. Teraz, przez brak stabilizacji po operacji kręgosłupa, wszystko zaczyna się chwiać.
O krok od tragedii: potknięcie i wizyta na SOR-ze. Niestety, czarny scenariusz zaczął się realizować. Ostatnio, przez brak czucia i kontroli nad nogą, zahaczyłam o krawężnik. To było tak silne i niefortunne szarpnięcie, że ucierpiało kolano i byliśmy zmuszeni natychmiast jechać na SOR. Lekarz dyżurny, gdy tylko zobaczył moją nogę, od razu skierował mnie na prześwietlenie. Na szczęście RTG nie wykazało złamań, ale to wcale nie oznacza końca problemów. Noga wciąż jest mocno spuchnięta, a ból kolana jest tak potworny, że nie da się go nawet dotknąć. Przez miesiąc musiałam zmieniać opatrunki, bo przez zdarte kolano lała się krew. Wszystko goi się fatalnie i bardzo długo, a ja mam poczucie, że tkanki wewnątrz kolana i te wszystkie operowane wcześniej więzadła potężnie ucierpiały.
Co dalej?
Kolejna bitwa o sprawność. Aktualnie mój plan działania to wykonanie rezonansu już wkrótce, USG już mam - nie jest zadawalające - albo czwarta operacja, albo wkładka do buta i farmakologia. Ponadto potrzebne jest USG kolan, na które też już jestem zarejestrowana. Odbyłam też rehabilitację - stymulację nerwu strzałkowego w operowanej nodze i krioterapię, a zatem pracuję nad pobudzeniem czucia w stopie i zabezpieczeniem nogi przed kolejnym upadkiem. Nie poddaję się, choć ten medyczny rollercoaster mocno daje mi w kość.
Jedno jest pewne – nie wiem już jak żyć dalej...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz