Złota orkiestra
Złota orkiestra
Słyszę od rana, jak jesień brzmi w oknie,
Szuraniem liści na mokrym chodniku.
Wiatr w strunach kropel rzęsiście już moknie,
Szumi i lato zamyka w koszyku.
Gawrony krzykiem witają poranek,
Gwiżdże wiatr wolny w zakątkach ogrodu.
Odpływa cisza, gdy biorę mój dzbanek,
Z lipy i róży pić napar w czas chłodu.
Stukają cicho żołędzie o ziemię,
Słucham, jak deszczu piosenka wciąż trwa.
Świat pełen szmerów powoli już drzemie,
Gdy wiatr na szybach sonatę swą gra.
Skrzypią gałęzie i dudni już rynna,
Szeleści mój płaszcz, kiedy wchodzę do sieni.
Wracam do domu, gdzie nuta rodzinna
Ciepłem, spokojem mój wieczór odmieni.
A kiedy zmierzch już firanki zasnuje,
Ogień w kominku wesoło zaskacze.
Ja gęsty imbir w herbacie poczuję,
Gdy wiatr za oknem deszczem zapłacze.
W takt kropel deszczu i ognia mruczenia,
Gdy świat za oknami poddaje się snom,
Wsłuchana w tę cichą pieśń ukojenia,
Zamykam powieki i wtapiam się w dom.
21.10.2026

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz