Naprawiona światłem
Naprawiona światłem
Muza:
Spójrz na moje serce, mistrzu, i zobacz tę jesień,
Zaschłą rdzę obojętności, którą wiatr tu niesie.
Czarne otchłanie lęku gaszą moje źrenice...
Pomaluj mnie na nowo. Oddaję Ci moją tajemnicę.
Malarz:
Moja dłoń drży przed płótnem tak czystym i wrażliwym,
Jak mam dotknąć Cię barwą, by ten cud był żywy?
Bo jaskrawa czerwień może sparzyć Twoje brzegi,
A lazur zbyt głęboki przynieść zimne śniegi.
Moja dłoń drży przed płótnem tak czystym i wrażliwym,
Jak mam dotknąć Cię barwą, by ten cud był żywy?
Bo jaskrawa czerwień może sparzyć Twoje brzegi,
A lazur zbyt głęboki przynieść zimne śniegi.
Muza:
Nie bój się, zamocz pędzel w tej najświeższej zieleni,
Niech zapachnie nadzieją, niech się szarość zmieni.
Rozlej pastel na chłód, który we mnie zamieszkał,
I śmiało w moją fantazję prowadź naszą ścieżką.
Nie bój się, zamocz pędzel w tej najświeższej zieleni,
Niech zapachnie nadzieją, niech się szarość zmieni.
Rozlej pastel na chłód, który we mnie zamieszkał,
I śmiało w moją fantazję prowadź naszą ścieżką.
Malarz:
Więc kładę smugę światła na Twoje wargi blade,
Iskrami żywych iskier gonię smutku ślad.
Zobacz, jak niebiesko-zielona nostalgia ucieka,
Gdy moje ciepłe barwy budzą w Tobie człowieka.
Więc kładę smugę światła na Twoje wargi blade,
Iskrami żywych iskier gonię smutku ślad.
Zobacz, jak niebiesko-zielona nostalgia ucieka,
Gdy moje ciepłe barwy budzą w Tobie człowieka.
Muza:
Widzę je... Moje serce na powrót bije blaskiem,
Już nie jestem tylko cieniem ani szarym piaskiem.
Widzę je... Moje serce na powrót bije blaskiem,
Już nie jestem tylko cieniem ani szarym piaskiem.
Malarz:
A ja, malując Ciebie, odnalazłem siebie –
Dwa kolory na płótnie, splecione na niebie.
A ja, malując Ciebie, odnalazłem siebie –
Dwa kolory na płótnie, splecione na niebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz