Pastelowy Próg
Pastelowy Próg
Zanurzam się w gęstym, białym budyniu istnienia
Gdzie czas traci ostre krawędzie i staje się miękki
Przeskakuję z obłoczka na obłoczek – lekka, bez imienia
W lawendowe fiolety i pudrowe lęki
W błękit, co nie ma dna, i żółć, co nie parzy
Jestem tylko tchnieniem, co o sobie marzy
Nie czuję ciała. Kostki, dłonie i skronie
Zostały gdzieś niżej, jak porzucona odzież
Unoszę się w ciszy, w tej łagodnej toni
Gdzie nie ma pytania „kiedy?” ani „czy odpowiesz?”.
Gdzie czas traci ostre krawędzie i staje się miękki
Przeskakuję z obłoczka na obłoczek – lekka, bez imienia
W lawendowe fiolety i pudrowe lęki
W błękit, co nie ma dna, i żółć, co nie parzy
Jestem tylko tchnieniem, co o sobie marzy
Nie czuję ciała. Kostki, dłonie i skronie
Zostały gdzieś niżej, jak porzucona odzież
Unoszę się w ciszy, w tej łagodnej toni
Gdzie nie ma pytania „kiedy?” ani „czy odpowiesz?”.
Cień i Wirowanie
Nagle na horyzoncie kładzie się sylwetka
Długi, ciemny kształt przecina pas pastelu
Wołam do niego – lecz on, milczący jak lekcja
Prowadzi mnie ku gwiazdom, ku nowemu celu
Gwiazdy zaczynają taniec: najpierw wielkie, jasne,
Zacieśniają kręgi: światło staje się ciasne.
Nagle na horyzoncie kładzie się sylwetka
Długi, ciemny kształt przecina pas pastelu
Wołam do niego – lecz on, milczący jak lekcja
Prowadzi mnie ku gwiazdom, ku nowemu celu
Gwiazdy zaczynają taniec: najpierw wielkie, jasne,
Zacieśniają kręgi: światło staje się ciasne.
Tworzą tunel: wirujący, głęboki i szybki,
Wciągają mnie: jak nurt rzeki wyrywa gałązki i rybki.
Wszystko wiruje! Szybciej! Nie mam już wpływu na ruch,
Okręca mnie wszechświat, wyżyma z resztek oddechu.
Czy jeszcze istnieję? Czy jestem tylko jak puch,
Zagubiony w kosmicznym, gwieździstym pośpiechu?
Okręca mnie wszechświat, wyżyma z resztek oddechu.
Czy jeszcze istnieję? Czy jestem tylko jak puch,
Zagubiony w kosmicznym, gwieździstym pośpiechu?
Punkt Zero
Potem nagle... Cisza.
Potem nagle... Cisza.
Cisza tak gęsta, że można ją pić.
Nic.
Nic.
Nic.
I w tym bezkresnym „nic”, gdzie miejsce nie ma znaczenia,
Gdzie nie ma słońca, ziemi ani imienia,
Zostaje jedno ziarno, jaśniejsze niż słońce:
To ja...
Wraca moje życie, kojąco trwające.
Gdzie nie ma słońca, ziemi ani imienia,
Zostaje jedno ziarno, jaśniejsze niż słońce:
To ja...
Wraca moje życie, kojąco trwające.
Śmierć kliniczna po porodzie 28.06.2000
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz