Chcę trzymać ster
Chcę trzymać ster
Stoję na samej krawędzi,
tam, gdzie światło gwałtownie przecina mrok.
Stawiam krok — uważny, wyważony,
odmierzony co do milimetra.
Stawiam krok — uważny, wyważony,
odmierzony co do milimetra.
Za plecami zostawiam pożary, ten głośny,
dudniący śmiech manii, który obiecywał wszystko.
Przede mną rozciąga się znajoma otchłań,
bezkresna cisza, co odbiera oddech.
dudniący śmiech manii, który obiecywał wszystko.
Przede mną rozciąga się znajoma otchłań,
bezkresna cisza, co odbiera oddech.
A ja szukam punktu pomiędzy.
Ziemi jeszcze nieodkrytej, łagodnej,
gdzie moja dusza przestaje pytać o ogień,
a zaczyna prosić o zwyczajny spokój.
Ziemi jeszcze nieodkrytej, łagodnej,
gdzie moja dusza przestaje pytać o ogień,
a zaczyna prosić o zwyczajny spokój.
To linia cienka jak włos,
zawieszona między słońcem, które spala w biegu,
a nocą, która zbyt przekonująco szepcze o końcu.
zawieszona między słońcem, które spala w biegu,
a nocą, która zbyt przekonująco szepcze o końcu.
Stabilność nie jest dla mnie brakiem ruchu.
To trzymanie steru, gdy wiatr szarpie żaglami,
ciągnąc raz ku niebu, raz w stronę dna.
To moja zgoda na szarość poranka, na rytm serca,
który wreszcie przestał galopować.
To trzymanie steru, gdy wiatr szarpie żaglami,
ciągnąc raz ku niebu, raz w stronę dna.
To moja zgoda na szarość poranka, na rytm serca,
który wreszcie przestał galopować.
Buduję ten dom powoli, z namysłem.
Bez skrzydeł z wosku, które zaraz spłoną,
bez ołowiu u stóp, który nie pozwala wstać.
Bez skrzydeł z wosku, które zaraz spłoną,
bez ołowiu u stóp, który nie pozwala wstać.
Równowaga to dla mnie cisza po wielkiej burzy.
Moment, w którym lęk puszcza moje gardło,
a życie, ze wszystkimi swoimi odcieniami,
staje się wreszcie możliwe.
Moment, w którym lęk puszcza moje gardło,
a życie, ze wszystkimi swoimi odcieniami,
staje się wreszcie możliwe.
*Pozwól sobie na szarość
10.03.2022

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz