×

Dwie maski

Dwie maski

Pomiędzy mną a światem stoi wysoka ściana szklana, 
na której co rano maluję starannie drugą twarz. 
To rzemiosło precyzyjne, wymagające zimnej krwi, 
by kreska uśmiechu nie drgnęła ani o milimetr,
gdy w środku ziemia usuwa się spod stóp.

Pierwsza maska jest dla nich – gładka, świetlista, 
zbudowana z potakiwań, z „u mnie w porządku”, 
z anegdot rzucanych jak ochłapy głodnym pozorów. 
Noszę ją tak długo, że stała się moją nową skórą,
ciepłą od oddechu, wiarygodną aż do bólu.
Jestem w niej doskonała. Jestem w niej nikim.

Druga maska jest dla mnie – to maska siły, 
którą zakładam przed lustrem w pustym domu. 
Wmawiam sobie, że to tylko rola, że panuję nad ogniem,
 podczas gdy dłonie trzęsą się pod blatem stołu. 
Ukrywam prawdę nawet przed własnym odbiciem, 
bojąc się, że jeśli raz mrugnę, wszystko pęknie.

Gdzieś pomiędzy nimi zgubiłam pierwowzór. 
Szukam w pamięci tej twarzy sprzed wielkiej ciszy, 
dziewczyny, która nie musiała liczyć oddechów, 
by przetrwać zwyczajne „co słychać?”. 
Nie wiem, czy ona jeszcze tam jest, pod warstwami tynku, 
czy może rozpuściła się w roztworze leków i lęku.

Błyszczę i jestem najbardziej sama.
Tłum wielbi kreację, klaszcząc do utraty tchu.
Za kurtyną płaczę bez łez, bezpieczna w cieniu.
To sukces absolutny: nikt nie widzi krwi.
To klęska ostateczna: nikt nie widzi mnie.


10.03.2022

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Sielskagosia , Blogger