Lustrzane Pęknięcie
Lustrzane Pęknięcie
Zatrzymuję się
Patrzę w pustą przestrzeń
A tam, gdzie być powinna tylko moja twarz
Zjawia się Ona, moja druga egzystencja
Cień z marmuru, co zna mój każdy uraz
Nie jest snem, nie jest widmem – jest żywą kopią
Co wzięła sobie siłę, którą musiałam puścić
Ja stoję w miejscu, a Ona z werwą w oczach tropi
Ścieżki, na które ja boję się wpuścić
Ona ma spokój, którego we mnie nie ma
Chodzi tam, gdzie ja czuję ścisk w żołądku
Obserwuję, jak żyje, jak podnosi swe ramiona
A ciało me drży, uwięzione w zakątku
Widzę Ją, jak pije kawę, śmieje się do kogoś
Z tym samym głosem, lecz wolnym od bólu
A ja, oddzielona szybą, jestem tylko kogoś
Opowieścią, uwięzioną w tym podwójnym znoju
Jesteśmy dwiema rzekami, co płyną obok siebie
Jedna burzliwa, druga cicha, gładka jak lód
Jest ze mną, to pewne, czuję Jej bliskość w potrzebie
Ale to Ona jest mostem, a ja jestem brzegiem
Stąd ten trud?
Patrzę w pustą przestrzeń
A tam, gdzie być powinna tylko moja twarz
Zjawia się Ona, moja druga egzystencja
Cień z marmuru, co zna mój każdy uraz
Nie jest snem, nie jest widmem – jest żywą kopią
Co wzięła sobie siłę, którą musiałam puścić
Ja stoję w miejscu, a Ona z werwą w oczach tropi
Ścieżki, na które ja boję się wpuścić
Ona ma spokój, którego we mnie nie ma
Chodzi tam, gdzie ja czuję ścisk w żołądku
Obserwuję, jak żyje, jak podnosi swe ramiona
A ciało me drży, uwięzione w zakątku
Widzę Ją, jak pije kawę, śmieje się do kogoś
Z tym samym głosem, lecz wolnym od bólu
A ja, oddzielona szybą, jestem tylko kogoś
Opowieścią, uwięzioną w tym podwójnym znoju
Jesteśmy dwiema rzekami, co płyną obok siebie
Jedna burzliwa, druga cicha, gładka jak lód
Jest ze mną, to pewne, czuję Jej bliskość w potrzebie
Ale to Ona jest mostem, a ja jestem brzegiem
Stąd ten trud?
Mojej "M"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz