Lot nad bezkresem
Lot nad bezkresem
Z wysoka widzę, jak drży Twoja tafla
Jak wielka, błękitna, ruchoma szata
Dla innych jesteś otchłanią bez końca
Dla mnie – lustrem, co kradnie promienie słońca
Gdy szybuję nad Tobą, wolna i zuchwała
Znikają lęki i świat ten zbyt jest mały
Moja moc i Twój ogrom to teraz jedno ciało
Wszystko, co trudne, nagle skruszało
W dole horyzont kłania się moim skrzydłom
Nie uwięziony żadnym ziemskim sidłom
Ty karmisz mój wzlot swoją wieczną potęgą
Będąc moją ziemią, niebem i życia otwartą księgą
* Mojej "M"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz