Archipelag spokoju
Archipelag Spokoju
Już nie biegnę za echem, co w głowie kołatał,
nie gonię horyzontu, co zawsze uciekał.
Ciało, dotąd napięte jak struna u świata,
odnalazło swą wagę i przestało czekać.
Moje tętno to teraz miarowy stukot wiosła,
które pewnie prowadzi przez gęstniejącą mgłę.
Ta siła, co mnie kiedyś bezwolnie niosła,
dziś jest łagodnym nurtem, w którym dobrze mi jest.
Jestem ziemią, co przestała drżeć pod stopami,
kamieniem, który chłonie słoneczny, ciepły blask.
Pojednałam się z nocą i z moimi bliznami,
wyciszyłam w sobie ten natrętny, głośny piach.
Moja dusza to dom, gdzie okna są otwarte,
lecz wiatr już nie trzaska ciężkimi drzwiami.
Wszystkie lęki, co były tak wiele warte,
rozpłynęły się cicho pomiędzy myślami.
Jestem ciszą, co karmi.
Jestem trwaniem, co leczy.
W samym środku siebie – bezpieczna i całości.
Nie muszę już niczego światu dziś złowieszczyć,
Odnalazłam swój środek.
Punkt stałej jasności.
Stabilizacja po 7 dniach

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz