Błękitny przypływ
Błękitny przypływ
Rzeka pękła nad ranem.
Nie hukiem, lecz cichym westchnieniem kry,
która płynie teraz ku morzu
jak niepotrzebny już, biały zimy list.
Nie hukiem, lecz cichym westchnieniem kry,
która płynie teraz ku morzu
jak niepotrzebny już, biały zimy list.
Na styku wody i lądu
olchy stoją po kostki w chłodnym rozlewisku.
Woda ma kolor stali, która powoli mięknie,
słońce próbuje sił w każdym małym błysku,
ziemia oddycha parą, zanim całkiem odmięknie.
olchy stoją po kostki w chłodnym rozlewisku.
Woda ma kolor stali, która powoli mięknie,
słońce próbuje sił w każdym małym błysku,
ziemia oddycha parą, zanim całkiem odmięknie.
W zaroślach, tam gdzie nurt zwalnia i drzemie,
dzika kaczka dziobem mąci senną toń.
Wiosna nie puka – ona przesiąka przez ziemię,
by lód w gardle rzeki ogrzać niczym dłoń.
dzika kaczka dziobem mąci senną toń.
Wiosna nie puka – ona przesiąka przez ziemię,
by lód w gardle rzeki ogrzać niczym dłoń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz