×

Teatr Jednego Widza



Teatr Jednego Widza

Scena jest pusta, choć pełna ludzi
A ja gram rolę, co nigdy nie nudzi Tych
Którzy patrzą na gładkie czoło, 
Na dłonie splecione, na spokój wkoło

Mówię: „W porządku”, „Dziękuję”, „Jasne”
Choć w mojej piersi robi się ciasno 
Każdy mój oddech to walka na noże
O którą nikt nie zapyta: „Pomoże?”

Bo spokój to maska, co wrasta w skórę
To mur, co chroni ich przed mą wichurą
Nie chcę ich ranić swym roztrzaskaniem
Więc trzymam pion – nad własnym otchłanią

W środku jest sztorm, co kruszy mi kości
Lecz na zewnątrz – bezruch
Brak wątpliwości
To największy ból: być własnym strażnikiem

By nie stać się dla nich ciężkim krzykiem
Samotność w ciszy, co w uszach dzwoni 
Gdy nikt nie widzi, jak krew pulsuje w skroni
Jestem dla świata bezpieczną przystanią 

Podczas gdy sama tonę pod otchłanią
Nikt nie zauważył, że ten spokój parzy
Że to tylko popiół na mojej twarzy
Póki nie pęknę, póki nie upadnę
Będą myśleli, że niebo mam ładne...



Maska 30.03.2026

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Sielskagosia , Blogger