Bajka o Aksamitnym serniku
Aksamitny sernik
Dawno, dawno temu, w samym sercu pachnącej cukrem pudrem kuchni, narodził się on – Aksamitny Sernik. Nie był to zwykły sernik - był dziełem sztuki, owocem trzech godzin cierpliwego ucierania twarogu i szeptanych nad mikserem zaklęć babci.
Kiedy nadszedł Wielkanocny Poranek, Sernik zajął honorowe miejsce na samym środku stołu, tuż obok rzeżuchy i dumnie wypiętego baranka z cukru. Lśnił delikatną polewą, a jego boki były tak gładkie, że odbijały się w nich promienie wiosennego słońca. Sernik był dumny, ale też nieco zdenerwowany. Wiedział bowiem, że skrywa w swoim wnętrzu "skarb", który od pokoleń dzieli ludzkość na dwa zwalczające się obozy... rodzynki.
Gdy tylko rodzina zasiadła do deseru, zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe: ciocia Jadzia i wujek Stefan przymknęli oczy z zachwytu. Dla nich każda bakalia była jak nuta w doskonałej symfonii.
- Ach, jak on się rozpływa w ustach! – mruczeli, celebrując połączenie kremowej masy z pomarszczoną słodyczą winogron.
Po drugiej stronie stołu rozpoczęła się precyzyjna operacja. Mały Staś, z miną godną sapera, używał widelczyka, by centymetr po centymetrze przeszukiwać swój kawałek. Tuż obok niego, dorosły już kuzyn Marek – który niby wyrósł z grymaszenia – dyskretnie spychał małe, ciemne kuleczki na brzeg talerza, tworząc z nich smutny kopczyk.
W głębi sernika toczył się cichy dialog. Jedna z rodzynek, nieco poturbowana przez widelczyk Stasia, westchnęła:
— Czy naprawdę jesteśmy aż tak straszne? Przecież dajemy słodycz i charakter!
Puszysta masa serowa odpowiedziała jej kojąco:
— Nie martw się, kochana. To nie wasza wina. Ludzie po prostu boją się niespodzianek w idealnej gładkości świata. Wy jesteście przygodą, a oni szukają spokoju.
Mimo, że pod koniec wielkanocnego obiadu stół wyglądał jak pobojowisko – tu puste talerze po wielbicielach nadzianego sernika, tam małe cmentarzyska rodzynek u przeciwników – Aksamitny Sernik był szczęśliwy. Wiedział, że na tym polega magia świąt -
inni kochają cię mimo tego, co masz w środku
- a jeszcze inni... poświęcą pół popołudnia, żeby dokładnie wyczyścić blachę z okruszków, bo jego serowy fundament jest po prostu zbyt dobry, by go pominąć.
Pora na morał bajeczki, który jest złotą myślą sernika, że nieważne, czy z rodzynkami, czy bez – najważniejsze, by połączyć przy jednym stole tych, którzy kochają... dokładki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz