×

Zero albo Jeden



Zero albo Jeden

Maska pękła.
Starannie kuta, zdarta z twarzy
niczym niewygodna pokuta.

Wylałam wszystko – bez filtra i miary.
Ból gęsty, lepki,
moje własne koszmary.
Stałam przed nimi naga, mimo ubrania,
w tym nagłym, bezlitosnym wyznaniu.

Ich zdziwione oczy szukały kompromisu,
odrobiny smutku, ciut animuszu.
Ale we mnie nie ma letniej wody.
Nie znam szarości,
nie szukam zgody.

Mój świat to przepaść albo wysoki szczyt.
Dno piekieł lub podniebny skok.

Musi być jeden, gdy płonę i krzyczę,
albo zero, gdy liczę oddechy.
Czarne, gęste jak smoła,
albo lśniąco białe, wołające o pomstę.

Nie ma miejsca na powolne tętno.
U mnie każda chwila jest skrajnością.

Zdradziłam im sekret mojej geometrii:
żyję w świecie wiecznej asymetrii,
rozpięta między wszystkim a nicością.

Niech patrzą na prawdę.
Nawet jeśli jest przeklęta...





3.04.2026  Zrzucenie maski tuż przed świętami, podczas rozmów w grupie z Panią Olą i Emanuelą

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Sielskagosia , Blogger