Maska
Maska
Gdzieś pod spodem jestem ja.
Lecz ta skorupa – twarda, lśniąca i obca –
jest dopasowana do oczu innych.
Nakładam ją rano jak ciężki kostium,
maluję na niej spokój, którego we mnie nie ma,
i uśmiech będący rzeźbą w zimnym szkle.
To moja konwersja – ucieczka w głąb.
Stoję obok, patrzę, jak ta postać mówi,
jak gestykuluje, jak sprawnie udaje życie.
Podczas gdy ja prawdziwa, drżąca i głodna tchu,
umieram w ciemnym korytarzu własnej czaszki.
Ta maska nie przepuszcza powietrza.
Zamyka mnie w próżni stłumionych dźwięków,
a dotyk świata dociera przez warstwę waty.
Patrzę przez wycięte otwory na oczy,
lecz nie czuję więzi z tym, co widzę –
wszystko jest filmem, na który nie mam biletu.
13.08.2026

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz