Pułapka z betonu
Pułapka z betonu
Sama się tu zamknęłam, własnymi rękami,
wyłożyłam ściany miękkimi szeptami.
Chciałam być mniejsza, by lęk mnie ominął,
by czas w tej szarości bezboleśnie płynął.
wyłożyłam ściany miękkimi szeptami.
Chciałam być mniejsza, by lęk mnie ominął,
by czas w tej szarości bezboleśnie płynął.
Znalazłam szczelinę, wpełzłam pod skorupę,
zostawiając na zewnątrz życia marną kupę.
Lecz teraz ta osłona, ten szary mój azyl,
stał się pancerzem, co wolność mi sparzył.
zostawiając na zewnątrz życia marną kupę.
Lecz teraz ta osłona, ten szary mój azyl,
stał się pancerzem, co wolność mi sparzył.
Gładzę zimne ściany, szukam jakiejś klamki,
lecz tu nie ma okien, nie ma żadnej bramki.
Skorupa narosła, stwardniała na amen,
zamieniając lęk w ciężki, głuchy kamień.
lecz tu nie ma okien, nie ma żadnej bramki.
Skorupa narosła, stwardniała na amen,
zamieniając lęk w ciężki, głuchy kamień.
Wołam po cichu, lecz głos o mur bije,
sama nie wiem teraz, czy ja jeszcze żyję.
W tej bezpiecznej próżni, w pyle i w bezruchu,
zostałam więźniem we własnym odruchu.
sama nie wiem teraz, czy ja jeszcze żyję.
W tej bezpiecznej próżni, w pyle i w bezruchu,
zostałam więźniem we własnym odruchu.
Chciałam się schować – schowałam zbyt skutecznie,
teraz w tej szarości tkwić będę już wiecznie?
Paznokcie łamię o własne milczenie,
skorupa jest twarda, rzuca na mnie cienie.
Nie mogę wyjść. Sama zaryglowałam światy,
płacąc za spokój najwyższe opłaty.
Paznokcie łamię o własne milczenie,
skorupa jest twarda, rzuca na mnie cienie.
Nie mogę wyjść. Sama zaryglowałam światy,
płacąc za spokój najwyższe opłaty.
7.10.2019
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz