Błękitny przypływ
Błękitny przypływ
Rzeka pękła nad ranem.
Nie hukiem, lecz cichym westchnieniem kry,
która płynie teraz ku morzu
jak niepotrzebny już, biały zimy list.
Na styku wody i lądu
olchy stoją po kostki w chłodnym rozlewisku.
Woda ma kolor stali, która powoli mięknie,
słońce próbuje sił w każdym małym błysku,
ziemia oddycha parą, zanim całkiem odmięknie.
W zaroślach, tam gdzie nurt zwalnia i drzemie,
dzika kaczka dziobem mąci senną toń.
Wiosna nie puka – ona przesiąka przez ziemię,
by lód w gardle rzeki ogrzać niczym dłoń.
Omarzanie naszej rzeki Słupi po długiej zimie
26.02.2026
Nie hukiem, lecz cichym westchnieniem kry,
która płynie teraz ku morzu
jak niepotrzebny już, biały zimy list.
Na styku wody i lądu
olchy stoją po kostki w chłodnym rozlewisku.
Woda ma kolor stali, która powoli mięknie,
słońce próbuje sił w każdym małym błysku,
ziemia oddycha parą, zanim całkiem odmięknie.
W zaroślach, tam gdzie nurt zwalnia i drzemie,
dzika kaczka dziobem mąci senną toń.
Wiosna nie puka – ona przesiąka przez ziemię,
by lód w gardle rzeki ogrzać niczym dłoń.
Omarzanie naszej rzeki Słupi po długiej zimie
26.02.2026
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz