Lek na Lęk
Lek na lęk
Jutro wstaje, a w nim ciemna dal
Lęk o życie znów mi spokój skradł
Serce pęka, jakby szklany kryształ
W nim tylko samotności lęk pozostał
Wspomnienia bolą, każda z nich to rana
Z nich ulatuje radość mi kochana
Potrzebny mi jest lek, by uśpić cienie
By choć na chwilę zmienić przeznaczenie
Z nich ulatuje radość mi kochana
Potrzebny mi jest lek, by uśpić cienie
By choć na chwilę zmienić przeznaczenie
A przecież pragnę, by zniknęło to zło
I pójść tam, gdzie jest ludzi gwar i tło
Chcę słyszeć śmiech ten głośny i beztroski
Czuć, jak ich radość w moją duszę wchodzi
I pójść tam, gdzie jest ludzi gwar i tło
Chcę słyszeć śmiech ten głośny i beztroski
Czuć, jak ich radość w moją duszę wchodzi
Niechaj na zewnątrz wrze, niech życie tętni
Niech obcy gwar mój smutek znowu stłumi
Lecz kiedy wrócę, gdy już miną pędy
Niechaj ich nie ma w moich czterech kątach
Niech obcy gwar mój smutek znowu stłumi
Lecz kiedy wrócę, gdy już miną pędy
Niechaj ich nie ma w moich czterech kątach
Bo dom to azyl, tam spokoju chcę
Tam bezpieczna być muszę, to mój jest cel
Niech cisza w murach lęk ten ukoi
Nim jutro znowu dzień mi zepsuje
Tam bezpieczna być muszę, to mój jest cel
Niech cisza w murach lęk ten ukoi
Nim jutro znowu dzień mi zepsuje

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz