×

Cierpienie bez nazwy



Cierpienie bez nazwy

Weszłam do pokoju,
gdzie kolory tryskały szczęściem,
a zapach kwiatów mamił zmysły
obietnicą wieczności.

W jednej sekundzie zgasło światło.

Radosna przestrzeń zapadła się w sobie,
ustępując miejsca mrocznej sali.
W tej ciemności, nic nie widząc,
poczułam zimne okowy na nadgarstkach.
Ściany ożyły, wypuszczając kolce,
które bezlitośnie zaczęły przebijać moją skórę.

Ból stał się jedynym światem.

Z oczu spłynęły krwawe łzy,
gdy niewidzialne żyletki kreśliły na ciele
mapę dawnych cierpień,
a noże, celne i zimne,
odnalazły drogę do mojego serca.

Wtedy zasnęłam. Już na zawsze.

Teraz jako anioł dryfuję nad tym, co było,
patrząc z góry na rozrzucone płatki kwiatów.
Dopiero stąd widzę wyraźnie:
w życiu piękne są tylko chwile,
a jest ich tak niewiele,
że ledwie zdążą rozświetlić mrok,
zanim znikną w objęciach ciszy.

25.05.2026


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Sielskagosia , Blogger